INTERNETOWA KSIĘGARNIA POEZJA
Katalog » POEZJA - tomy i tomiki


WITAMY W INTERNETOWEJ KSIĘGARNI "POEZJA"

Sklep działa pod patronatem serwisu internetowego Poezja Polska
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą i skorzystania z licznych promocji. Zamiarem naszym jest propagowanie poezji i pomoc autorom w rozpowszechnianiu ich twórczości. Wszystkim osobom interesującym się poezją współczesną chcemy umożliwić dotarcie do pozycji, które z uwagi na komercjalizację rynku, mają małe szanse aby znalazły się w każdej księgarni. Będziemy czynić starania o to aby w ofercie znajdowała się szeroka gama wydawnictw.
Statystyki wskazują, że serwis PP odwiedzany jest każdego dnia przez setki ludzi z różnych stron świata co daje możliwość szerokiej prezentacji wydawnictw. Zachęcamy do częstych odwiedzin sklepu oraz serwisu Poezja Polska.

Zapraszamy do współpracy wydawnictwa oraz autorów, którzy zechcą powierzyć nam do dystrybucji wydawnictwa związane z poezją.



Towar dnia
30,00 zł z VAT
24,39 zł netto
Wybierz kategorię
Najczęściej kupowane
Statystyki
Gości online: 1
Informacje o produkcie
Kliknij aby zobaczyć zdjęcie w oryginalnej wielkości
FILM
Dostępność: Chwilowy brak towaru
Wydawnictwo: Teatr Mały - Tychy
Autor
ISBN
978-83-933347-2-8
Liczba stron
42
Oprawa
karton
Format
15,00 x 21,00
Rok wydania
2013
Język
polski

Rozstrzygnięty został ogłoszony w 2012 roku przez Teatr Mały  XIII Ogólnopolski

Konkurs na Tomik Wierszy „TYSKA ZIMA POETYCKA” – po debiucie.

Jury  w składzie: Krzysztof Karasek, Maciej Melecki, Andrzej Niewiadomski  po przeczytaniu i dogłębnym przeanalizowaniu  maszynopisów 60 tomików poetyckich spełniających warunki regulaminu, postanowiło  przyznać  nagrodę Rafałowi Baronowi z Gdańska za tomik „Film”.

Książkę recenzuje Karol Maliszewski.

 

Seans i sens

W pierwszej chwili cisnąłem w stronę tych wierszy hasło (tytuł planowanej recenzji) – „Film, ciało, miasto”, lecz natychmiast wycofałem się z tego pomysłu. Przywołany krąg skojarzeń nie byłby tu na miejscu. Z żadną awangardą nie mamy do czynienia, aczkolwiek Tadeusz Peiper byłby szczęśliwy, że odkrywane przez niego tematy stały się tak codzienne i niemal obowiązkowe dla następnych pokoleń poetów. Z jedną różnicą zasadniczą. Rafała Barona nie interesuje masa, lecz przede wszystkim jednostka, dla której „miasto” jako obowiązujący dyskurs staje się wyzwaniem. Lokuje on swoje ambicje poznawcze i artystyczne wyżej, idąc w stronę ważnych konstruktów współczesnej humanistyki, krążąc wokół nich w rytm takich pojęć, jak „język, ciało, byt”. Podstawowe pytanie, jakie zadaje sobie młody twórca – jakie stwarza, by warunkowało istotny charakter ekspresji literackiej – dotyczy „dowodów na istnienie świata”. Realizację tego tematu odbieram jako jeden wielki seans sensu, wszelako bez konkretnego wskazania na to, czy sens ten pozostaje w granicach realnego świata, czy też trzeba go sporym wysiłkiem wyobraźni stworzyć na papierze. Jedno jest pewne: sens pojawia się na przecięciu światów, języków, osób i obrazów, gdzieś w połowie drogi między wzajemnymi intencjami i dążeniami. Sens jest owocem ruchu, wysiłku, starania, aczkolwiek w pierwszej chwili wydaje się wynikać z konsekwencji przypadku, jakim jest spotkanie się i połączenie dwojga ludzi. Bohater niejednokrotnie podkreśla wagę i znaczenie takiego związku dla widzenia świata i jego spraw w należytym porządku i przyrodzonym układzie. Bez „drugiego” czy „drugiej” nie jest w stanie ogarnąć siebie i ogarnąć całości. Bo siebie samego nie może być pewny bez potwierdzenia ze strony tego ciała obok, zbytnio ulega złudzeniom, papierowej grze sił, wierszom na pierwsze i drugie śniadanie. To piękne – uzależniać istnienie prawdziwego świata od obecności drugiego człowieka.

Dlatego czytam niektóre fragmenty jako świadectwa przebudzenia dyplomowanego funkcjonariusza Instytucji Języka. Okazuje się, że urzędnik ów może mieć jakieś życie prywatne. Otwiera się na nienazwane wraz z pojawieniem się inności. I znów próbuje nazywać. Ale najważniejsze jest przebudzenie, nowy poranek ducha, wstrząs, odkrycie przerażającej prawdy i próba życia z nią mimo wszystko. Prawda ta dotyczy uwięzienia w dyskursie. Wszystko jest wierszem, mówi w pewnym momencie bohater, a prawdziwe życie przepływa obok naszych metafor. Potem rozumie jeszcze więcej: „prawdziwego życia” nie ma, stwarzamy je sobie z mniejszą lub większą wprawą. W tym sensie życia nie ma (jest biologiczne trwanie), dopóki go nie zbudujesz, dopóki nie udomowisz przypadkowego istnienia.

Ten poeta stwarza życie z urbanistycznych migawek, z obsesyjnie powtarzanych widoków ulicy, przystanku, bloku. I z tej pułapki nie ma wyjścia. O pierwszej wspomniałem, jest nią język. Drugą jest przestrzeń, czyli wizualizacja możliwości ciała. Ono sobie co najwyżej może dojechać do ostatniego przystanku. Na więcej w tych wierszach nie ma szans. Żadna trawka, zagajnik, strumień szemrzący, nic z tych rzeczy. Życie w klatce jest koniecznością. Żeby zrozumieć rzeczywistość, trzeba ją ograniczyć, poklatkować. Obraz świata podany w klatkach jest do przełknięcia. Tak dobiera się do prawdy o sobie i świecie bohater – nieustannie podgląda dane wycinki, przegląda zdjęcia albo puszcza sobie film. Nieraz bardzo wolno i wtedy widać drgający szkielet wydarzeń, scen, sytuacji, przesuwanie się klatek, a nieraz nadzwyczaj szybko, wówczas pojawia się wrażenie bogactwa bodźców i doznań, a świat wydaje się przeładowany znaczeniami. Nie ma już miejsca na pojedynczość. Tak jakby marzenia młodego Świetlickiego obróciły się w perzynę, między innymi z powodu uświadomionej sobie przez jego następców społecznej natury języka. Pojedynczość jawi się w tym kontekście jako wykupienie przydziału, otrzymanie świątecznego bonu, wręczenie sobie biletu w jedną stronę. Taki paradoks: przejmujące wiersze przejmują w granicach normy, a cierpienia poety, któremu odjęto świat i jego „prawdziwy ciężar”, mogą być już tylko „cierpieniami zmediowanego”, co brzmi niemal jak „cierpienia zawiedzionego”.

Na placu boju pozostaje ostatni samotny proporczyk, bo przecież nie chorągiew. Wiara w moc osobistej historyjki („sceny, urywki, epizody”), w gorliwość zapisywania narracji o czymś, co nie wiadomo czy i jak istnieje. Rzekłbym: radość z udzielanego sobie obłędu. Po co to robię, skoro wiem, że nie odbijam świata tak, jakbym chciał, a prawdziwego „siebie” nigdy nie odnajdę? Może dla chwały ekscentryczności tej chwili, gdy mówię metaforą, a ona urasta do symbolu i zaczyna mówić za mnie? Mówię na przykład, że „chłopcy w dresach siedzący pokotem na ławkach” są „jak sinice na brzegu i jak one śmierdzą podróbkami Calvina Kleina” – i z gorzką samoświadomością ustanawiam własny kadr, wreszcie wchodzę do tego filmu, nabywając prawo do istnienia. Tylko na chwilę, w przelocie, na ten jeden wybuch światła podczas przypadkowego seansu.

Dzisiaj pisać wiersze jest szalenie przykro i niewygodnie. Trzeba się bez przerwy tłumaczyć z języka, który nas używa. Rafał Baron robi to z podejrzanym wdziękiem i – przepraszam za słowo – zupełnie osobną siłą; do tego stopnia udziela mi się złudzenie obecności „człowieka” w tym kinie, że zaczynam wierzyć, iż twórca ten to jeden z ostatnich nie kultywujących nudy programowego zanikania podmiotu. Takim go zapamiętajmy. Właśnie – pamięć. Kolejny ważny problem tych wierszy. Ale to już innym razem. Cięcie.

 

Karol Maliszewski

 

 

 

 

 

 

Jurorzy XIII edycji TYSKIEJ ZIMY POETYCKIEJ o nagrodzonym tomiku „Film” Rafała Barona

 

Krzysztof Karasek: Nagrodzona książka Film o dużej dojrzałości, znamionującej autora, który wie, czym jest poezja.

 

Maciej Melecki: Film przynosi spójną historię rozpadu wewnętrznego życia bohatera tych wierszy, zawartą w dojmującym zapisie sfragmentaryzowanego, poharatanego świata zewnętrznych doznań, ujawniających się na styku wyobrażonego i realnego. Rafał Baron fechtuje bardzo własnym językiem poetyckiego dyskursu, językiem cementującym widmowe niekiedy obrazy i odpryski prywatnych epifanii, tworząc, dzięki temu, sugestywną mapę jego – szorstkich jak tynk jawy – wypraw. Wiersz, przyrównany do krótkiego filmu, wyświetla się w nas, klisza po kliszy, aż po negatyw sensu. Koniec akcji jednak nie następuje – zawiesza się tylko projekcja.

 

Andrzej Niewiadomski: Mówić (wciąż, prawie) to samo, ale inaczej. Powoływać do życia nowe-nienowe postacie liryzmu, codzienność, jakiej nie da się zbyć konwencją codzienności. „Mówić tak jak się oddycha”, pisze Rafał Baron we wnętrzu, w środku swojej jakby nienapisanej, jedynie dokładnie pomyślanej i pełnej milczenia książki. A przede wszystkim książki „wypatrzonej”. „Mówić tak jak się oddycha”. A może mówić tak jak się patrzy? To, że niemal się dałem nabrać na takie oświadczenie-marzenie, świadczy o sugestywności poetyckich… kreacji Filmu.

 

 

 

 

 

 

 

Cena
10,00 zł z VAT
9,52 zł netto
Galeria
Inni klienci kupujący ten produkt zakupili również
Andrij Bondar
Andrij Bondar - tomik wierszy w tłumaczeniu B. Zadury i A. Wiedemanna
Marek Lobo Wojciechowski
Tomik wierszy Marka Lobo Wojciechowskiego
Grzegorz Kwiatkowski
Tomik wierszy - Grzegorza Kwiatkowskiego
Tomasz Pietrzak
tomik wierszy, Tomasz Pietrzak
Bartosz Konstrat
tomik poezji, Bartosz Konstrat
Zapytaj o szczegóły
Imię i nazwisko:
E-mail:
Twoje pytanie:
Wpisz kod widoczny na obrazku:
weryfikator
Wyszukiwarka


Zaawansowane wyszukiwanie
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
Subskrypcja
Chcesz otrzymywać informacje o nowościach w naszym sklepie?
Wpisz swój adres e-mail!



Najczęściej oglądane
1848872


Centrum Reklamy i Informacji

marina kraków

korgo - agencja zatrudnienia


Aktualna Data: 2018-06-18 13:51
Data Ostatniej Aktualizacji: 01. 2013 r.
© Księgarnia internetowa - Poezja. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. All Rights Reserved.